sobota, 12 sierpnia 2017

091. Piercing is the expression of the body

Sobota. Deszczowe popołudnie.
Robisz coś ważnego, szykujesz się, bo musisz zająć się czymś innym. Idziesz do łazienki i myjesz twarz. Nagle niekontrolowanym ruchem ręki za mocno dotykasz nosa. Coś jest nie tak jak powinno. Odpowiadająca za oddychanie część ciała Cię boli, ale jednocześnie czujesz w pewnym stopniu ulgę. Dajesz wyraz emocjom przez słowa, oczywiste. Ból nie jest porażający, raczej poniekąd przynosi rozluźnienie. Wdech i wydech. Raz jeszcze dotykasz nos sprawdzając czy jest to, o czym myślisz. Tym razem również się nie mylisz, a jakże. Kolczyk, który już dawno chciałaś zmienić wyszedł w połowie, ot tak. Sam z siebie dzięki niepostrzeżonego machnięciu dłonią. 


Zabawne. Znów przez przypadek rozwaliłabym sobie nos. Ta sytuacja nakłoniła mnie do napisania posta o piercingu, czyli najprościej mówiąc - kolczykach. Typów ich jest mnóstwo. Praktycznie  można go sobie zrobić w (prawie) każdej części ciała, a i tak najpopularniejsze są uszy u większości społeczeństwa. A czy wiecie na ile sposobów można przekłuć narząd słuchu? Lobe zna każdy, ale nie każda osoba ma świadomość tejże nazwy. Popularny jest zwyczaj robienia pierwszych dziurek właśnie w tym miejscu, na dole ucha. Wiele małych dziewczynek jest na to skazane przez rodzinę. Nie neguję jednak takiego zachowania jeśli opiekunowie liczą się ze zdaniem dziecka. Sama miałam przebitki tam w wieku trzech lat... u kosmetyczki.

Podobny obraz
źródło: google


Są dwie opcje, nie licząc tych z ryzykiem zakażenia (samowolne przebijanie błon), przekłuwania - u kosmetyczki (czyli ja w dzieciństwie) oraz u pierciera. Druga jest bezpieczniejsza, ponieważ wszystko odbywa się sterylnie, a osoba wykonująca ten zawód wie co jest na rzeczy. Natomiast kosmetyczka zarabia na tym mniej (co niektórych pewnie przekonuje), jednak pistolety nie są sterylnie (w przeciwieństwie do igły z wenflonem; do tego wirusy (np. HCV) giną dopiero w temperaturze 134 stopni). Ponadto tkanka zostaje zmiażdżona i rozerwana, co utrudnia gojenie się ran.
 Podobny obraz

Kolczyki w nosie są najmniej prowokacyjne (zaraz za uszami). Zauważyłam, że decyduje się na nie coraz więcej osób. Powyższa grafika (zapożyczona znów z Google, jakby inaczej) przedstawia typy przebić. Od siebie musze dodać, że nostril screw jest zwyczajnie niewygodny. Fajnie się nim bawi (hehe, tylko uważajcie, aby ludzie nie uznali, iż grzebiecie w nosie), ale to "zakręcenie" precika naprawdę utrudnia jego wyjęcie. Mi się to udało przez przypadek, także nigdy więcej takiego rodzaju ozdoby.  Za to jedynie Bridge mi się nie podoba. Wcale.

Podobny obraz

Odnośnie ust chyba nie muszę nic dodawać. Szkoda mi trochę ich przebijać, ale niektóre z nich rzeczywiście ładnie wyglądają. Być może zdecyduję się na to w przyszłości. Na razie pozostaje mi korzystać z tzw. fejków.

14 komentarzy:

  1. O wiele informacji się dowiedziałam! :D

    rilseee.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo ciekawy post! Wiele się dowiedziałam :))

    OdpowiedzUsuń
  3. Woah, aż tyle o piercingu nie wiedziałam. Marzy mi się nostril. Przez jakiś czas korzystałam z fejków, ale jakoś przestałam je nosić.
    Pozdrawiam,
    Oliwia

    OdpowiedzUsuń
  4. Dobry temat 🖒 ja mam 34 lata i idę robic kolczyka w pepku poki co 😛

    OdpowiedzUsuń
  5. Ciekawy post ja jednak zostanę chyba przy lobe ;) ale może kiedyś to się jeszcze zmieni :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Kolczyki na uszach jak najbardziej mi się podobają, bardziej te na zewnątrz niż te wewnątrz, w innych częściach ciała - nie. Sama mam tylko klasyczne lobe, bo przekłute jak byłam dzieckiem. A sama jakoś teraz nie chcę się kłuć, mimo że fajnie byłoby mieć więcej kolczyków w uchu.

    OdpowiedzUsuń
  7. Jejku ale pomocny post, ja się czaję dopiero na jakieś przekłucie, ale póki co to tylko plany ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Wiedziałam, że każdy kolczyk ma nazwę, ale nie wiedziałam, że to aż tak istotne. Ja miałam bardzo wcześnie przebijane uszy.
    Super post, przydatny i fajnie się czytało

    Pozdrawiam,
    wearealive111.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  9. To na pewno nie jest dla mnie :D Wystarczy mi jedna dziurka w uchu :P Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  10. Septum bardzo mi się podoba :)
    ******************************************
    ZAPRASZAM DO SIEBIE NA NOWY POST!
    MOGŁABYM PROSIĆ O JEDEN KLIK? Z GÓRY DZIĘKUJE :)
    *KLIK*

    OdpowiedzUsuń
  11. Ja mam przebite uszy i to najnormalniej w świecie i moja mama namawiała mnie do tego od dziecka, ale ja się bałam, więc odpuściła i dała mi samej stwierdzić, że jestem gotowa. Teraz marzy mi się nostril. Septum strasznie mi się podobał, ale moja mama nie podziela ze mną zachwytu kolczykami w nosie :(


    http://sar-shy.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  12. Co kto lubi. Ja akceptuje i u siebie jedynie kolczyki w uszach. Innych tuningów swojego ciała po prostu nie potrzebuje

    OdpowiedzUsuń
  13. Kiedyś miałem na kursach z pół roku temu człowiek, akurat on miał tak jak by takie trójkątne bardzo długie raczej stożkowate kolczyki. I tak się go pytam czy go to nie boli. A on na to że są takie swojego rodzaju rozpychacze czy coś, może się pomyliłem, za co przepraszam. Nie znam się ale twój post trochę zabolał na ciele jak bym musiał to zrobić.

    OdpowiedzUsuń
  14. Ciekawy post, tematyka zupełnie mi wcześniej nieznana tak naprawdę :D
    Mam jedynie tradycyjnie przekłute uszy, ,,lobe" i na razie przy tym zdecydowanie zostaję, kolczyki w innych miejscach to nie moja bajka. Może kiedyś się to zmieni, na razie zdecydowanie nie, w ogóle nie mój styl i raczej nie byłoby to dla mnie wygodne. Jak napisał ktoś wyżej: co kto lubi, co komu się podoba i co kto potrzebuje :)
    Ojej, bardzo wcześnie miałaś przekłute uszy :O Ja chyba w wieku... sześciu? Siedmiu lat?
    Sporo się dowiedziałam :)
    Pozdrawiam ciepło!
    P.

    OdpowiedzUsuń

Nie wymieniam się obs, ale kreatywnymi komentarzami jak najbardziej.
Miłego czytania!