niedziela, 1 lutego 2015

013. Food in city

Kurde, długo mnie nie pisałam. Znowu. ;_______; No, trochę do nadrobienia mam. W grudniu mnie nie było, bo komputer padł, a 'pewien człowiek' naprawiał go i uznał, że dupa, a kiedy znajomego poprosiłam, to mój prawie 8-ni letni komputer zyskał Windows 7 i nową szybkość. Coraz bardziej jestem przekonana, że ludzie to idioci. 20 grudnia miałam urodziny i wcale nie żałuję, że zaprosiłam koleżankę i kuzynkę. Zawsze to lepsze niż siedzenie samemu, a nawet zajebiście z nimi było. Święta minęły dobrze (nie wspominając Wigilii, kiedy próbując wszystkiego po trochu i tak mnie brzuch bolał...), bez objadania, choć w drugi dzień nie oszczędzałam na ciastach przy oglądaniu horrorów z kuzynem, któremu o 2:00 w nocy nagle 'zachciało' się spać. ;___;W Sylwestra byłam u kuzynostwa i było zajebiście. :D Cukierki się tylko szybko skończyły, a pizza później wystygła... Ale nikt nie był głodny. :P I tym oto sposobem dopiero w piątek (16 stycznia) zachciało mi się słodyczy, a większą fazę na nie miałam po pizzy z kuzynką w (bodajże) następny poniedziałek (te duże ilości soli...). Chyba nikt nie zaprzeczy, że czekolady z Ritter Sport, Schogetten i Milki są najlepsze, a jogurty pitne z Mullermilch albo żelki z Haribo (chociaż już od kilku lat ich nie jem, bo żelatyna, a to smak dzieciństwa, którego nigdy nie zapomnę | niemieckie słodycze są najlepsze, szczególnie takie prosto z zagranicy. <3). Kto również jest jedną z niewielu osób, które nie przepadają za nutellą? To pudełeczko jest oszukane, bo kremu mało (do połowy). A te płatki Lion mogę oddać, bo niemieckie są smaczniejsze od polskich, ale nadal ich nie lubię. Tak, jest mała różnica w smaku.


Cieszyłam się, że tym razem nie trafiłam na spaloną pizzę bez kurczaka (którego zamawiałam) z pływającym tłuszczem na wierzchu i dodatkiem pająka jak w pewnej pseudo restauracji/pizzerii, gdzie ludzie niby lubią jadać. I nie było problemu z wydaniem kasy i oszukanymi składnikami. 
Albo kiedyś zamawiając Chickenburger'a dostałam bułkę do hamburgera z kilkoma plasterkami pomidora, liściem sałaty i na maksa rozbitym, przypalonym kotletem z kurczaka w panierce ociekającej tłuszczem. So delicious. </3 Niektóre bary typu fast-food powinny się nauczyć odróżniania kebaba od Chickenburgera. Zamów Chickenburgera - dostań kilka kawałków piersi kurczaka w małej bułce z pomidorem, sałatą i ketchupem. W poprzednie wakacje jednak miło się tym zaskoczyłam, bo za 6,50 zł dostałam dużego Chickenburgera, który okazał się kebabem z dużą ilością mięsa, sosu, ketchupu i innych dodatków. Na bogato. <3 Zamów gofra, dostań lekko upieczoną, ale spaloną pulpę w jego kształcie.

Więc jak wybrać dobry bar/restaurację/pizzerię?
Opinie znajomych - tylko tych dobrych i zaufanych, a najlepiej, żeby były świeże (nie starsze niż pół roku).
Opinie internautów - czasami przydatne, ale nie w każdym przypadku. Pracownicy też mogę je sobie anonimowo napisać. No i zależy kto na co trafi i czy ma wyrobiony smak czy jednak 'zje wszystko'.
Ilość klientów - tam gdzie je dużo ludzi zazwyczaj jest dobre żarcie. Dobrze, jeśli w środku jest do tego dużo miejsca, a budynek posiada takie szyby, że widać nie tylko pracowników. W tym wypadku przydatna jest też widoczność stolików przed punktem gastronomii. Nie polecam ufać tym znajdującym się "pod ziemią", gdzie trzeba schodzić po schodach (pizza z pająkiem). Gorzej jeśli taki lokal jest w rynku/centrum/przy dworcu i uwagę przyciąga np. obracającymi się na ruszcie kurczakami, które są (takie zawsze) zjadliwe (i może nawet smaczne). 
Ceny - w jednym miejscu wieeelki kebab (o nazwie Chickenburger) kosztuje 6,50 zł, a w innym pseudo Chickenburger, który ma coś w środku przypominającego zmielone i ubite śmieci albo inny, gdzie środek stanowi kilka kawałków kurczaka.
Wygląd miejsca - jeśli jest do dupy - nie jedz tam, coś musi być nie tak (wyjątkiem są lody), a jeśli w miarę lub nawet ładny, to 100% pewności, że przeżyjesz skonsumowanie tamtejszego pożywienia nie masz, ale możesz zaryzykować.
Otwarcie -tam zawsze warto przyjść, bo na początku ceny zawsze są niższe. No i ryzyko.
Pracownicy - zauważyłeś/aś, że nie sa uprzejmi, mili albo już są znudzeni życiem? Taka osoba zazwyczaj jest wykończona, zmęczona i tylko odklepie byle jak to, co powinna zrobić. Nigdy nie masz pewności, ze ukończyli 'szkołę z żarciem związaną', ale ludzie, którzy nie mają świstka papieru z niej po 4 latach obijania się tam nauki tam, też mogą świetnie przyrządzać różne dania itp.

Tak czy siak, nie ryzykujesz - nie masz, czy jakoś tak. Najwyżej zdasz sobie sprawę, ze wyrzuciłeś/aś kasę w błoto. Czy moje pieprzenie o żarciu w miejscach publicznych Cię coś nauczyło? Obstawiam, ze nie, ale nie zaprzeczaj, że uświadomiłeś/aś sobie, iż choć w kilku przypadkach mam rację. I jak również nie ośmielisz zaprzeczyć, że w domu i tak najpyszniejsze cuda można zrobić samemu. A teraz żryjmy, smacznego.
PS. 9 lutego jest Światowy Dzień Pizzy.
Jeśli nie jesteś głodny/a, a czytanie tej notki Cię nie zanudziło to szacun.

16 komentarzy:

  1. Fajnie, że znowu piszesz :)
    Spóźnione wszystkiego najlepszego ^^
    Sporo się u Ciebie wydarzyło xd
    Płatki Lion jadłam i powiem, że to nie było to, czego oczekiwałam xD
    Niemieckie słodycze rządzą :D
    Pozdrawiam i czekam na nn :)

    OdpowiedzUsuń
  2. też lubię jeść na mieście... wiadome, nie za często, waga i te sprawy...
    W Katowicach i w Sosnowcu mam swoje miejsca, do których bardzo lubię chodzić bo wiem za co płacę... w mojej niewielkiej miejscowości mamy bardzo dobrą pizzerię (niedrogą) i jedną budkę z fast foodami (też nie drogo i bardzo dobrze)...

    pozdrawiam
    http://edzia-photoamator.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. Przydatne porady :). Ja nieczęsto chodzę do fastfood'ów, choć je po prostu kocham.

    http://emiemaila.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. Nutella, miam <3

    Pozdrawiam gorąco, http://shslove.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. świetne porady :)


    kasia-kate1.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja jak chciałam zainstalować na swój stary komputer Vistę czy Windowsa 7 zamiast XP to znajomy informatyk mi to odradzał bo jego zdaniem wina nie leżała w oprogramowaniu a w sprzęcie.

    http://take-a-pencil-and-draw-a-f1.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  7. ale tu smacznie, aż zgłodniałam! <3 pozdrawiam i zapraszam do mnie! :) może wspólna obserwacja? zacznij i poinformuj mnie o tym na pewno się odwdzięczę! z góry przepraszam za spam: proszę o klikanie w linki u mnie, buziaki! :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
  9. Trafić na nie spaloną pizze, niby mała rzecz, a jak cieszy ^^
    Obserwuję, pozdrawiam i zapraszam do siebie:

    http://flaweles.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  10. Niemieckie słodycze... I ta chwila, kiedy jeden jedyny raz w roku przyjeżdża kuzyn razem z całą paczką. *-*
    Myślałam, że tylko mój przyjaciel ma predyspozycje do zostania informatykiem. Ostatnio bawił z jednostką dziesięcioletniego PC-ta i rusza się szybciej niż mój niespełna roczny laptop. :_:
    Restauracje? Raz na chiński rok i jakaś sieciówka. Mieszkanie na wsi nie sprzyja takim wypadom. :>

    OdpowiedzUsuń
  11. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
  12. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
  13. Szkoda ,ze dzień pizzy już minął :D
    http://tynkaa-blog.blogspot.com/2015/02/hobby.html

    OdpowiedzUsuń
  14. Zostałaś nominowana do Liebster Blog Award, więcej informacji u mnie na blogu ;)
    http://metkaaa.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  15. dzień pizzy... to raczej dzień nie dla mnie :) nie przepadam z pizzą :)

    OdpowiedzUsuń

Nie wymieniam się obs, ale kreatywnymi komentarzami jak najbardziej.
Miłego czytania!